Nasze pasieki
Pasieka u Budza
Pasieka położona nad Białka korzysta z naturalnego rytmu przyrody, który zaczyna się bardzo wcześnie. Pierwszym kluczowym pożytkiem jest wierzba, dająca ogromne ilości pyłku i nektaru, co napędza rozwój rodzin po zimie. Dzięki temu pszczoły szybko nabierają siły i są gotowe na kolejne kwitnienia. Zaraz po niej pojawia się mniszek, który daje intensywnie żółty, szybko krystalizujący miód.
W kolejnych tygodniach dochodzi malina leśna i jawor, które wprowadzają bardziej złożone, kwiatowe nuty. Charakterystyczna dla tego miejsca jest też spadź liściasta z jaworu, nadająca miodom ciemniejszy kolor i wyższą zawartość minerałów. Bliskość rzeki stabilizuje wilgotność i zapewnia stały dostęp do wody, co przekłada się na kondycję całej pasieki.
To najstarsza pasieka w gospodarstwie, założona przez Jan Budz w 1960 roku i prowadzona nieprzerwanie do dziś. Lokalizacja przez lata się nie zmieniła, bo daje przewidywalne i jakościowe pożytki. W praktyce oznacza to jedno miejsce, a kilka różnych miodów w jednym sezonie.
Pasieka w Łapszacne
Pasieka w Łapszance ma zupełnie inny charakter niż typowe wczesnowiosenne lokalizacje. Wchodzisz tam później, kiedy sezon już się rozpędza. Wierzby jest mało, więc start nie jest tak dynamiczny, ale to szybko nadrabia.
Główną robotę robi mniszek. Jest go dużo i daje solidny rozwój rodzin, bez nerwowego szukania pożytku. Zaraz po nim wchodzi malina leśna, która stabilizuje sezon i daje ciągłość nektaru. To miejsce nie daje jednego strzału, tylko równy, spokojny rozwój.
Najciekawsze zaczyna się wyżej. Łapszanka ma potencjał spadziowy, szczególnie na świerku. W dobrym roku to robi różnicę, bo spadź potrafi mocno podnieść jakość i wartość miodu. Dodatkowo dostępna jest jodła na górze Łapszanki, co otwiera opcję na jeszcze cięższe, bardziej żywiczne miody.
To nie jest łatwa pasieka. Trzeba cierpliwości i wyczucia momentu. Ale jak trafisz w warunki, potrafi oddać bardzo konkretnym miodem, którego nie zrobisz na nizinach.
Pasieka w Trybszu
Pasieka w Trybszu stoi praktycznie przy samej wodzie. Kiedyś od strony rzeki był pas świerkowego lasu, jakieś sto metrów. Powódź zrobiła swoje. Białka zabrała cały ten fragment i dziś rzeka idzie tuż przy siatce. Krajobraz się zmienił, ale miejsce nadal pracuje.
Bliskość wody daje stabilną wilgotność i chłód, który pszczoły dobrze znoszą w sezonie. W okolicy jest sporo bobrów, więc teren żyje i ciągle się zmienia. To widać też po pożytkach.
Wiosna zaczyna się od wierzby, która buduje siłę rodzin. Potem wchodzi mniszek i robi solidną bazę pod rozwój. Dużą rolę gra też jawor. W dobrych warunkach pojawia się na nim spadź i wtedy robi się ciekawie, bo miód łapie głębszy smak i ciemniejszy kolor.
To pasieka, która wymaga czujności. Rzeka potrafi zaskoczyć, teren nie jest statyczny. Ale jeśli sezon się ułoży, daje bardzo charakterystyczny miód z nutą tego miejsca.
Pasieka za Grapą
Pasieka Za Grapą to jedno z tych miejsc, gdzie wszystko pracuje na jakość miodu. Już od wczesnej wiosny pszczoły startują na wierzbie, a chwilę później wchodzą w intensywny pożytek z mniszka. Kiedy zaczyna kwitnąć malina leśna, teren dosłownie pachnie nektarem. W tle pojawia się też jawor, który w dobrych latach potrafi dorzucić coś wyjątkowego do smaku.
Największą robotę robi jednak lokalizacja. Pasieka stoi wysoko, z otwartym widokiem na Tatry. Rano, kiedy powietrze jest jeszcze chłodne i ciężkie od wilgoci, wszystko budzi się powoli. Słońce wychodzi zza gór i w kilka minut zmienia krajobraz. Obok płynie Białka, która utrzymuje specyficzny mikroklimat. Dzięki temu pożytki są bardziej stabilne niż w wielu innych miejscach.
To nie jest teren „łatwy”. Pogoda potrafi się zmienić w ciągu kilku godzin, a sezon bywa krótki. Ale właśnie dlatego miód stąd ma charakter. Jest wyraźny, często bardziej złożony, czasem lekko żywiczny, jeśli pojawi się wpływ drzew. Każdy rok smakuje trochę inaczej i to jest jego największa wartość.
